wtorek, 29 października 2013

Skrzydło Nocą, opowiadanie.

Dwa srebrzyste „posyłacze kul” kalibru 12,7mm nieco ciążyły mu przy pasie, były dość spore, acz amunicja „Inferno Magnum” była tego warta. Jeden strzał potrafił oderwać ramię, a nawet podpalić ubranie i okolice rany. Temperatura ta, była sama w sobie, bardzo wysoka, a blizny po oparzeniach –nie do zaleczenia ziemskimi metodami. Na jednym z pistoletów wciąż trzymał dłoń, mimo faktu, iż był skryty pod długim, czarnym i skórzanym płaszczem. Drugą ręką przytulał do siebie dziewczyną o długich, aksamitnych włosach w barwach kruczych piór. Nosiła na sobie skórzaną kurtę z licznymi, złotymi kolcami na ramionach oraz czarne jeansy, które wpadały w wysokie glany.  W sumie w tej parze prawie nie ma nic dziwnego, On miał długie, blond włosy i jasne oczy, Ona – ciemniejsze niż kasztan. Spokojnie mijali licznych ludzi, którzy tłocznie wracali do domów, noc była coraz późniejsza oraz ciemniejsza – ta dwójka widziała jednak nieco więcej. Dziesiątki istot, krzątających się między ludźmi, a także własne skrzydła. Dziewczyna miała dość spore, białe i pierzaste, była to więc archanielica, jej partner zaś był nosicielem czarnych, rozłożystych, a nawet dziurawych – jak przypadło na upadłego archanioła. Był to w zasadzie jedyny kontrast, który odstraszał zarówno anioły, demony jak i duchy, czy okolicznych handlarzy „płonącym krzakiem”, którzy często lubili napadać na przechodniów. Na tym w zasadzie też zbijali nawet spore pieniądze, naturalnie – obok handlu narkotykami. Dzisiaj jednak większość unikała pary. Na różowych ustach anielicy wciąż kwitł uśmiech, dziewczyna była roześmiana i wesoła, On zaś nieco mniej gadatliwy, acz wyraźnie był istotą jej humoru. Pomimo, iż słońce rzucało gorące promienie z nieba, życie na ulicy trwało w najlepsze, starsze istoty, ludzie oraz demony czy anioły – odpoczywali w cieniu. Wszędzie kręcili się stróże obok swoich podopiecznych, często w podartych, brudnych szatach. Byli wychudzeni i bladzi, zarobieni po pachy. Spoglądali tylko w niebo, oczekując na deszcz. Dwójka kochanków kroczyła jednak dumnie między tym maglem świętych, spaczonych i śmiertelnych, byli sobie nieomal przeciwieństwami. On – doszukujący się zagrożeń, pogardliwy, cyniczny,  Ona – uosobienie dobroci, miłosierdzia oraz niewinności, skrytych pod czernią odzieży. Skręcili w jedną z węższych uliczek, w których smród i ciemność rzucana przez ściany zdawały się przygnębiać. Efekt ten potęgowały rozrzucone strzykawki, niektóre strzaskane, butelki czy plamy krwi – pamiątki po ćpunach lub ofiarach przemocy. Śmiech dziewczyny, jednak nie cichł, dostrzegła srebrzysty poblask pistoletu, który dobył jej ukochany. Nie miała się czego bać, nie przy nim. Zaczęła się nawet rozglądać, podczas, gdy Upadły lustrował teren niczym skaner. Wysokie ściany były z poniszczonej, pomarańczowej cegły, w wielu miejscach pomazanej przez grafitti, a liczne, często bezgłowe, gargulce oraz podobne im kamienne potwory – wieńczyły każdy z murów, nieomal odcinając dostęp światła do zaułka. Było nieco chłodniej niż na ulicy, więc Anielica wtuliła się w swego lubego, tylko to prawdopodobnie uratowało jej ciało od niechybnego spotkania z kulą rewolweru. Pocisk niczym wściekły owad, przemknął tuż obok ramienia kobiety, świszcząc, wyjąc niemiłosiernie tylko po to by wbić się głęboko w cegłę i odłupać spory jej kawałek. W całym zaułku rozniosło się echo tego wystrzału, a już po chwili kolejnego, wskakującego na swoje miejsce pocisku. Te ułamki sekund akurat wystarczyły Upadłemu, by złapał mocniej swą lubą i odskoczył pod ścianę, zasłaniając ją własnym ciałem oraz skrzydłami, a nawet na to, by wycelować. Archanielica ucichła i skryła się za swoim wybrańcem, w zasadzie – zamierając. Jej możliwości ograniczały się do leczenia oraz dość destruktywnej magii, nienadającej się jednak do takich zaułków. Wszystko, więc zostawało w rękach Upadłego oraz w gestii jego umiejętności. Myśl. Strzał. Pocisk „Inferno Magnum” z przerażającym hukiem i jeszcze większa szybkością wyleciał z lufy, przecinał powietrze, które z każdą milisekundą zdawało się dodawać mu prędkości oraz rotacji. Świst, gwizd i wycie, które trwało ledwie przez dwie sekundy zdawały się nieskończonością. Widział dokładnie jak pocisk wbija się w ciało, eksploduje niczym mała kula ognia i podpala ubranie, zamieniając napastnika w żywą pochodnię. Był to chyba dżinn, ale kula, która oderwała mu szczękę, a następnie podpaliła – utrudniała weryfikację. Mężczyzna rzucał się przez dłuższą chwilę jak opętany, uciekając z zaułka w stronę najbliższej fontanny – na rynku. Wrzeszczał, płakał, krzyczał w agonii piekielnej, wszak broń Upadłego pochodziła z Otchłani, z Głębi… Z Piekła.Archanielica odprowadziła opryszka spojrzeniem swych ciemnych, orzechowych oczęt, a potem zgromiła nim ukochanego. Dobrze, wszak wiedział, że jego luba nie toleruje „Inferno Magnum” i wiecznie nalega na używanie „Mortis Magnum”, ale przecież… Zabijanie nieomal od razu jest takie nudne. Upadły za wiele ze spojrzenia sobie nie zrobił, przetarł jedynie lufę o płaszcz, a następnie ujął w talii ukochaną. Ruszyli dalej, przed siebie. Mimo kropel krwi, mimo osmalonego bruku i mimo wszędobylskiego smrodu taniego browaru. Byli razem, nic nie mogło ich powstrzymać. Podobno. Zaułek był nieomal taki sam, bardzo jednostajny i po dłuższej chwili zaczął być nudny. Kobieta by nieco umilić sobie wędrówki podśpiewywała „Just likeHeaven”, jej towarzysz nieco się dzięki temu rozpogodził. Był uśmiechnięty do tego stopnia, że skradła mu całusa prosto z ust, pomiędzy słowami. Wędrówka powoli, jednak, dobiegała końca, kolejne metry prowadziły do grubych, okutych w stal drzwi, które wyglądały na średniowieczne. „Dość stare” jak na dwudziesty pierwszy wiek, można rzec – niemodne. Pojawiły się znikąd, ot tak, po prostu. Para się chyba tym nie przejęła, wszak był to ich cel. Pierwszy co dotknęło ciężkich odrzwi było ciężkim, glanopodobnym butem Upadłego. Pod tym jednym ciosem wrota otworzyły się do wewnątrz, rozpościerając tym samym widok na to co było „Ponad Czasem i Przestrzenią”, dla ludzi byłaby to kraina, dla aniołów, demonów i tak dalej to tylko kolejna strefa. Tu zbiegały się nieskończoność, brudne pieniądze, czarne interesy, narkotyki oraz różne inne zakazane w Niebie rozrywki. Niektórych zabraniano nawet w samym królestwie Lucyfera, tu jednak te zakazy nie obowiązywały. Upadły jako pierwszy opuścił obskurny, śmierdzący zaułek, a zaraz po nim do otworu wskoczyła Archanielica. Wpierw zaistniał dźwięk, cichy, zgrzytliwy i nędznie ponury. Przypominał o wrotach, był tylko odgłos. Skrzypnięcie drzwi zmieszane z delikatnym szumem liści, cichy podmuch wiatru otulił ich skórę. Było ciemno, niebyło niczego. Brak materii, brak czucia i istnienia. Tylko dźwięk oraz wiatr. Słabe uczucie i cichy odgłos braku.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz