Dwa srebrzyste „posyłacze kul” kalibru 12,7mm nieco ciążyły
mu przy pasie, były dość spore, acz amunicja „Inferno Magnum” była tego warta.
Jeden strzał potrafił oderwać ramię, a nawet podpalić ubranie i okolice rany.
Temperatura ta, była sama w sobie, bardzo wysoka, a blizny po oparzeniach –nie
do zaleczenia ziemskimi metodami. Na jednym z pistoletów wciąż trzymał dłoń,
mimo faktu, iż był skryty pod długim, czarnym i skórzanym płaszczem. Drugą ręką
przytulał do siebie dziewczyną o długich, aksamitnych włosach w barwach
kruczych piór. Nosiła na sobie skórzaną kurtę z licznymi, złotymi kolcami na
ramionach oraz czarne jeansy, które wpadały w wysokie glany. W sumie w tej parze prawie nie ma nic
dziwnego, On miał długie, blond włosy i jasne oczy, Ona – ciemniejsze niż
kasztan. Spokojnie mijali licznych ludzi, którzy tłocznie wracali do domów, noc
była coraz późniejsza oraz ciemniejsza – ta dwójka widziała jednak nieco
więcej. Dziesiątki istot, krzątających się między ludźmi, a także własne
skrzydła. Dziewczyna miała dość spore, białe i pierzaste, była to więc
archanielica, jej partner zaś był nosicielem czarnych, rozłożystych, a nawet
dziurawych – jak przypadło na upadłego archanioła. Był to w zasadzie jedyny
kontrast, który odstraszał zarówno anioły, demony jak i duchy, czy okolicznych
handlarzy „płonącym krzakiem”, którzy często lubili napadać na przechodniów. Na
tym w zasadzie też zbijali nawet spore pieniądze, naturalnie – obok handlu
narkotykami. Dzisiaj jednak większość unikała pary. Na różowych ustach anielicy
wciąż kwitł uśmiech, dziewczyna była roześmiana i wesoła, On zaś nieco mniej
gadatliwy, acz wyraźnie był istotą jej humoru. Pomimo, iż słońce rzucało gorące
promienie z nieba, życie na ulicy trwało w najlepsze, starsze istoty, ludzie
oraz demony czy anioły – odpoczywali w cieniu. Wszędzie kręcili się stróże obok
swoich podopiecznych, często w podartych, brudnych szatach. Byli wychudzeni i
bladzi, zarobieni po pachy. Spoglądali tylko w niebo, oczekując na deszcz.
Dwójka kochanków kroczyła jednak dumnie między tym maglem świętych, spaczonych
i śmiertelnych, byli sobie nieomal przeciwieństwami. On – doszukujący się
zagrożeń, pogardliwy, cyniczny, Ona –
uosobienie dobroci, miłosierdzia oraz niewinności, skrytych pod czernią
odzieży. Skręcili w jedną z węższych uliczek, w których smród i ciemność
rzucana przez ściany zdawały się przygnębiać. Efekt ten potęgowały rozrzucone
strzykawki, niektóre strzaskane, butelki czy plamy krwi – pamiątki po ćpunach
lub ofiarach przemocy. Śmiech dziewczyny, jednak nie cichł, dostrzegła
srebrzysty poblask pistoletu, który dobył jej ukochany. Nie miała się czego
bać, nie przy nim. Zaczęła się nawet rozglądać, podczas, gdy Upadły lustrował
teren niczym skaner. Wysokie ściany były z poniszczonej, pomarańczowej cegły, w
wielu miejscach pomazanej przez grafitti, a liczne, często bezgłowe, gargulce
oraz podobne im kamienne potwory – wieńczyły każdy z murów, nieomal odcinając
dostęp światła do zaułka. Było nieco chłodniej niż na ulicy, więc Anielica
wtuliła się w swego lubego, tylko to prawdopodobnie uratowało jej ciało od
niechybnego spotkania z kulą rewolweru. Pocisk niczym wściekły owad, przemknął
tuż obok ramienia kobiety, świszcząc, wyjąc niemiłosiernie tylko po to by wbić
się głęboko w cegłę i odłupać spory jej kawałek. W całym zaułku rozniosło się
echo tego wystrzału, a już po chwili kolejnego, wskakującego na swoje miejsce
pocisku. Te ułamki sekund akurat wystarczyły Upadłemu, by złapał mocniej swą
lubą i odskoczył pod ścianę, zasłaniając ją własnym ciałem oraz skrzydłami, a
nawet na to, by wycelować. Archanielica ucichła i skryła się za swoim
wybrańcem, w zasadzie – zamierając. Jej możliwości ograniczały się do leczenia
oraz dość destruktywnej magii, nienadającej się jednak do takich zaułków.
Wszystko, więc zostawało w rękach Upadłego oraz w gestii jego umiejętności.
Myśl. Strzał. Pocisk „Inferno Magnum” z przerażającym hukiem i jeszcze większa
szybkością wyleciał z lufy, przecinał powietrze, które z każdą milisekundą
zdawało się dodawać mu prędkości oraz rotacji. Świst, gwizd i wycie, które
trwało ledwie przez dwie sekundy zdawały się nieskończonością. Widział
dokładnie jak pocisk wbija się w ciało, eksploduje niczym mała kula ognia i
podpala ubranie, zamieniając napastnika w żywą pochodnię. Był to chyba dżinn,
ale kula, która oderwała mu szczękę, a następnie podpaliła – utrudniała
weryfikację. Mężczyzna rzucał się przez dłuższą chwilę jak opętany, uciekając z
zaułka w stronę najbliższej fontanny – na rynku. Wrzeszczał, płakał, krzyczał w
agonii piekielnej, wszak broń Upadłego pochodziła z Otchłani, z Głębi… Z
Piekła.Archanielica odprowadziła opryszka spojrzeniem swych ciemnych,
orzechowych oczęt, a potem zgromiła nim ukochanego. Dobrze, wszak wiedział, że
jego luba nie toleruje „Inferno Magnum” i wiecznie nalega na używanie „Mortis
Magnum”, ale przecież… Zabijanie nieomal od razu jest takie nudne. Upadły za
wiele ze spojrzenia sobie nie zrobił, przetarł jedynie lufę o płaszcz, a
następnie ujął w talii ukochaną. Ruszyli dalej, przed siebie. Mimo kropel krwi,
mimo osmalonego bruku i mimo wszędobylskiego smrodu taniego browaru. Byli
razem, nic nie mogło ich powstrzymać. Podobno. Zaułek był nieomal taki sam,
bardzo jednostajny i po dłuższej chwili zaczął być nudny. Kobieta by nieco
umilić sobie wędrówki podśpiewywała „Just likeHeaven”, jej towarzysz nieco się
dzięki temu rozpogodził. Był uśmiechnięty do tego stopnia, że skradła mu całusa
prosto z ust, pomiędzy słowami. Wędrówka powoli, jednak,
dobiegała końca, kolejne metry prowadziły do grubych, okutych w stal drzwi,
które wyglądały na średniowieczne. „Dość stare” jak na dwudziesty pierwszy
wiek, można rzec – niemodne. Pojawiły się znikąd, ot tak, po prostu. Para się
chyba tym nie przejęła, wszak był to ich cel. Pierwszy co dotknęło ciężkich
odrzwi było ciężkim, glanopodobnym butem Upadłego. Pod tym jednym ciosem wrota
otworzyły się do wewnątrz, rozpościerając tym samym widok na to co było „Ponad
Czasem i Przestrzenią”, dla ludzi byłaby to kraina, dla aniołów, demonów i tak
dalej to tylko kolejna strefa. Tu zbiegały się nieskończoność, brudne
pieniądze, czarne interesy, narkotyki oraz różne inne zakazane w Niebie
rozrywki. Niektórych zabraniano nawet w samym królestwie Lucyfera, tu jednak te
zakazy nie obowiązywały. Upadły jako pierwszy opuścił obskurny, śmierdzący
zaułek, a zaraz po nim do otworu wskoczyła Archanielica. Wpierw zaistniał
dźwięk, cichy, zgrzytliwy i nędznie ponury. Przypominał o wrotach, był tylko
odgłos. Skrzypnięcie drzwi zmieszane z delikatnym szumem liści, cichy podmuch
wiatru otulił ich skórę. Było ciemno, niebyło niczego. Brak materii, brak
czucia i istnienia. Tylko dźwięk oraz wiatr. Słabe uczucie i cichy odgłos
braku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz