Odjechać
Nicość,
odjechać, odjechać na wieki
Nie
powrócić, nie czekać, nigdy i po nic
Błękit i
biel dostrzegać
I szkarłat
oraz serca podziw
Kroczyć ku
nicości
Nic o niej
nie wiedząc, wcale jej nie pragnąć
Nie
pożądając, nie znając tej pustki
Zniknąć w
jej otchłani
Powieki
opuścić, obraz swój dostrzec
Śmierci się
oddać, śmierci się oddać
Do uczucia
tego się zbliżać
Od swej
postury siebie oderwać
Porzucić i
to co źle ukochane i to co znienawidzone
Martwotę
ciała swego dostrzegać pod bladym kamieniem
W
szkarłacie, jak posoki ziemi
W cieniu i
ciszy, schowana, nimi otoczona, tam, na wzgórzu!
Głosem i
światłem szalonej
Tam, gdzie
słońca promieniom do wzgórza blisko.
Kiedy Odejdę
Czas, w
którym zniknę, przerodzi się teraz w nieskończoność.
Przed oczyma
Twymi o słońca wschodzie powstanie
To, czego
dusza Twoja oczekuje.
Pragnienie
Twoje z ust Twych łakomych spijam, jako nektar.
Czas, w
którym zniknę, przerodzi się teraz w nieskończoność.
Wszystko to,
za czym Twoje serce wygląda.
Pracuję, by
przetrwać i dzień i noc, jednak to tylko odroczenie.
Czas, w
którym zniknę, przerodzi się teraz w nieskończoność.
Pustka śpiew
zrodziła, ujrzysz go, zstępując na krawędź czasu,
Czas, w
którym zniknę przerodzi się teraz w nieskończoność.
Chodź, krocz
za mną, dostrzeż, to co ja - śmierci agonię,
która
pogrąża się w odmętach życia wody, niknie, klarownie .
Czas, w
którym zniknę, przerodzi się teraz w nieskończoność.
Ah, zwycięska ponad
wodami czasu, triumfuj, Wieczność!
Powolny Upadek
Wpierw
wzrokiem obdarowanie
Następnie
usta uśmiechem kwitną
Potem czyn
dopełnia
Nadzieja się
pojawia, gdy usta zetknięte
Dłonią ku
niej sięgasz
Chwycić
pragniesz, próbujesz
Wtem upadek
Wpierw
opadają plecy
Te zaś
postać
Gonitwę cień
dopełnia
Kończyć ją
poczyna łza mknąca, nadziei śmierć
Aż w końcu…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz