wtorek, 29 października 2013

Poezja, nazwijmy to, prawdziwa.

Odjechać

Nicość, odjechać, odjechać na wieki
Nie powrócić, nie czekać, nigdy i po nic
Błękit i biel dostrzegać
I szkarłat oraz serca podziw
Kroczyć ku nicości
Nic o niej nie wiedząc, wcale jej nie pragnąć
Nie pożądając, nie znając tej pustki
Zniknąć w jej otchłani
Powieki opuścić, obraz swój dostrzec
Śmierci się oddać, śmierci się oddać
Do uczucia tego się zbliżać
Od swej postury siebie oderwać
Porzucić i to co źle ukochane i to co znienawidzone
Martwotę ciała swego dostrzegać pod bladym kamieniem
W szkarłacie, jak posoki ziemi
W cieniu i ciszy, schowana, nimi otoczona, tam, na wzgórzu!
Głosem i światłem szalonej

Tam, gdzie słońca promieniom do wzgórza blisko.



Kiedy Odejdę

Czas, w którym zniknę, przerodzi się teraz w nieskończoność.
Przed oczyma Twymi o słońca wschodzie powstanie
To, czego dusza Twoja oczekuje.
Pragnienie Twoje z ust Twych łakomych spijam, jako nektar.
Czas, w którym zniknę, przerodzi się teraz w nieskończoność.
W mgle mroku skryte łagodnie, odkryjesz
Wszystko to, za czym Twoje serce wygląda.
Pracuję, by przetrwać i dzień i noc, jednak to tylko odroczenie.
Czas, w którym zniknę, przerodzi się teraz w nieskończoność.
Pustka śpiew zrodziła, ujrzysz go, zstępując na krawędź czasu,
Czas, w którym zniknę przerodzi się teraz w nieskończoność.
Chodź, krocz za mną, dostrzeż, to co ja - śmierci agonię,
która pogrąża się w odmętach życia wody, niknie, klarownie .
Czas, w którym zniknę, przerodzi się teraz w nieskończoność.
Ah, zwycięska ponad wodami czasu, triumfuj, Wieczność!



Powolny Upadek

Wpierw wzrokiem obdarowanie
Następnie usta uśmiechem kwitną
Potem czyn dopełnia
Nadzieja się pojawia, gdy usta zetknięte
Dłonią ku niej sięgasz
Chwycić pragniesz, próbujesz
Wtem upadek
Wpierw opadają plecy             
Te zaś postać
Gonitwę cień dopełnia
Kończyć ją poczyna łza mknąca, nadziei śmierć
Aż w końcu…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz